wtorek, 27 maja 2014

Rozdział dziewiąty

Otworzyłam drzwi swojego mieszkania i weszłam do środka, a zaraz za mną Justin. Rozświeciłam światło i zobaczyłam w przedpokoju dwie walizki. Spojrzałam na bruneta, który wpatrywał się w nie z zmarszczonymi brwiami.
-Wygląda na to, że jesteśmy skazania na siebie- powiedziałam z lekkim usmiechem.
-Na to wygląda.- odpowiedział- Chcę czegoś spróbować- powiedział niepewnie i podrapał się po karku.
-O ile nie będzie boleć, jestem otwarta na propozycje. – położyłam ręce na biodrach.
-Wspaniale.- złapał mnie za rękę i poprowadził schodami do góry. Do sypialni. Jednym ruchem rzucił mnie lekko na łóżko i zdjął z siebie marynarkę. Wszedł na łóżko i znalazł się nade mną. Złączył nasze usta w namiętnym i pełnym pożądania pocałunku. Tak strasznie go pragnęłam. Moja klatka piersiowa unosiła się coraz szybciej. Przygryzłam lekko jego wargę, powodując u niego jęk. Odsunął się ode mnie i tajemniczo uśmiechnął. – Wstań- polecił mi. Zamrugałam kilkakrotnie, ale wykonałam jego polecenie. – Odwrócić się- stałam do niego tyłem i nie miałam pojęcia co chce zrobić.
Odgarnął włosy na jedno ramię, a drugie obdarzył lekkim pocałunkiem, który wywołał u mnie dreszcz. Zamknęłam oczy i westchnęłam głośno, a następnie przygryzłam wargę. Jego gładkie palce gładziły skórę moją skórę w górnej ich części. Sięgnął do zamka mojej sukienki i bardzo powoli go rozsunął. Materiał opadł bezwładnie na ziemię, a ja wyszłam z niego i odkopnęłam go. Jego sprawne ręce pieściły skórę na brzuchu, powodując kolejne skurcze w podbrzuszu. Pragnęłam go, tak bardzo. Jęknęłam, gdy w dłonie wziął moje piersi i lekko ścisnął. Napięcie zaczęło budować się w dole mojego brzucha, gdy masował moje piersi. – Już dość tego- jego głos był bardzo seksowny. Popchnął mnie na łóżko. Podniosłam się na łokciach, obserwując jego ruchy. Rozwiązał swój krawat i uśmiechnął się tajemniczo. Podszedł do drzwi i z mojego szlafroka zabrał sznurek. Podszedł do łóżka i wziął jedną moją rękę. Zawiązał supeł najpierw na nadgarstku, a następnie przywiązał do ramy łóżka. Byłam zaszokowana jego pomysłem. Z drugą ręką postąpił rak samo. Moje górne kończyny były unieruchomione, co podniecało mnie jeszcze bardziej. Uśmiechnął się do mnie tajemniczo i zaczął rozpinać guziki swojej białej koszuli. Swoją drogą w  garniturze wyglądał tak seksownie. Ni stąd ni owąt wyciągnął z kieszeni spodni jeszcze jeden krawat. Zmarszczyłam brwi, gdy do mnie podszedł. Zasłonił mi nim oczy i zawiązał na tyle mojej głowy. Oddech utknął mi w gardle
-Jesteś taka piękna- powiedział. Moje ciało zadrżało, gdy poczułam jego dotyk na policzku. Przygryzłam wargę, ale on zaraz po tym uwolnił ją. Pocałował lekko moje usta. Jęknęłam niezadowolona, gdy się odsunął. Chciałam więcej. O wiele więcej. 
Jego delikatne palce dotknęły skóry na moim brzuchu. Oddech mi przyśpieszył, a mięśnie w podbrzuszu znowu się spięły. Moje ręce nieustannie zaciskały się w pięści, gdy dotykał mojej skóry. Miękkie usta chłopaka wylądowały w obszarze, gdzie czułam skurcze, powodowane moim niesamowitym podnieceniem. – Wiesz, że pięknie pachniesz?-znów się odezwał. Włożył rękę za gumkę majtek i zjechał prostu do mojej kobiecości. Jęknęłam głośno, czując jego palce. To były tortury. Słodkie tortury. Pozbył się reszty mojej bielizny. Zimne powietrze uderzyło o rozgrzane skórę w intymnym miejscu. Palce bruneta znalazły się we mnie, a ja jęknęłam głośno.- Taka mokra i gotowa na mnie-jego głos  niesamowicie pobudzał moje zmysły. Palce chłopaka nieprzerwanie ruszały się we mnie, a ja wydobywałam z siebie coraz głośniejsze odgłosy. Dobrze, że mieszkam sama w tym apartamencie. Znaczy mieszkałam sama.
W momencie, gdy język chłopaka dołączył do sprawnych palców moje plecy wygięły się w łuk. Czułam niesamowitą przyjemność.  Napięcie rosło w dole mojego brzucha, lecz gdy już prawie szczytowałam przerwał to. Chwilę nie słyszałam co robi, ale w końcu usłyszałam jak rozpina zamek spodni. Mój oddech był ciężki. Poczułam jak kładzie się nade mną. – Gotowa?-spytał niezwykle poważnie. Całe moje wnętrze pulsowało od nadmiaru podniecenia. Szybko pokręciłam głową na tak. Wolnym ruchem wchodzi we mnie. Przygryzam wargę, ale on ją uwalnia. Pocałował mnie namiętnie, bardzo namiętnie.
Oddech miałam urwany, gdy wchodził we mnie w dość szybkim tempie. Przyjemność zawładnęła moim ciałem, gdy czułam jak osiągam wymarzony szczyt. Brunet wykona jeszcze kilka mocnych pchnięć, zanim także doszedł. Opadł na mnie kompletnie zdyszany.
Chwilę poleżeliśmy bez ruchu, ale poczułam jak drętwią mi kończyny.
-Em… Mógłbyś mnie rozwiązać, robi mi się niewygodnie-odparłam zażenowania. Czułam jak moje policzki robią się różowe.
-Tak- mruknął i szybko rozwiązał moje ręce. Położył się obok mnie, ale jego klatka piersiowa wciąż szybko się unosiła. Kątem oka spojrzałam na niego. Na jego czole były kropelki potu. Szczęka wciąż mocno zaciśnięta. Był tak przystojny. Nie wiem, czy to nie jest zakazane. On łamał wszystkie zasady.
-Nad czym myślisz?-spytał. Zamrugałam kilkakrotnie, gdy zostałam wyrwana z zamyśleń.
-Jak bardzo nienawidzę swojej matki- mruknęłam. Musiałam skłamać. Nie chciałam mu powiedzieć, że myślę o nim. To niedorzeczność.
-Teraz tak mówisz, ale później zmienisz zdanie. Myślę, że nie zrobili tego nam na złość. Nie mieliby z tego korzyści.- zatrzymał się na chwilę. Spojrzałam na niego. – Poza tym może mają rację. Nigdy nie czułaś się samotna?-powiedział to znacznie ciszej. Westchnęłam i spojrzałam centralnie w jego piękne oczy.
-Odkąd zamieszkałam sama- przyznałam po chwili. – Miałam ochotę powiedzieć jej to odkąd to zrobiłam. Ona mnie od tak zostawiła dla tego idioty.- podniosłam się i oparłam plecami o ścianę. Podkuliłam nogi do klatki piersiowej i przykryłam się kołdrą. –Wiesz jak się czułam. Jakbym przestała być dla niej ważna. Myślała, że wpychając mnie do świata mody zrekompensuje mi to. Kolejny jej błąd. Wolałabym mieszkać w najgorszej biedzie, ale z nią. Ty nie wiesz jakie masz szczęście. Masz matkę, z którą mieszkasz, znaczy chyba mieszkałeś i rodzeństwo. Oni zawsze będą obok ciebie. Do tego masz przyjaciół. A moje koleżanki, to tylko znajomość. Ale tak czy siak są fałszywe-westchnęłam. Spuściłam głowę, a łzy zaczęły kapać prosto na puchatą pościel. Brunet niepewnie objął mnie ramionami i przytulił .Ależ to słodkie.
-Jeżeli ty chociaż trochę pomożesz mi, to ja bez wahania odwdzięczę się tym samym. –westchnął. Ciekawa jestem co sprawia, że czuje się taki.
-Co sądzisz przez słowa : Moim zdaniem jestem zbyt popieprzony, aby mogłabyś mi pomóc?
-Ja…-zaciął się. Przełknął głośno ślinę, a oddech utknął mu w gardle. –Nie chcę o tym gadać- wreszcie powiedział- Wiem, że jeżeli się dowiesz, to już nie będziesz chciała mnie znać. – zmarszczyłam brwi. Co on takiego zrobił, że tak sądzi?
-Nie rozumiem.- pokręciłam głową
-Tu nie ma co rozumieć- warknął. Przeraził mnie jego ton. Przytaknęłam lekko głową i położyłam się. Przykryłam kołdrą pod sam nos. Nawet nie zorientowałam się, kiedy zasnęłam, zmęczona tym dniem.
**************************************
Uff... trudno było mi napisać ten rozdział. Jak mi wyszedł? Myślę, że następny pojawi się w piątek ;). Muszę wam zrekompensować tak długi okres ;) 

2 komentarze:

  1. Końcówka tajemnicza i słodka, czekam na rozwinięcie akcji! :)

    OdpowiedzUsuń