środa, 9 lipca 2014

Rozdział dwudziesty trzeci

Wyszłam z pomieszczenia, już przebrana w bikini. Zastałam Justina, który też siedział już przebrany. Wywróciłam oczami i chwyciłam za ręcznik, którym obwinęłam ciało. Brunet spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Wstał i podszedł do mnie. Nim się obejrzałam, przycisnął mnie do ściany. Złapał mnie za biodra i przycisnął do swoich. Jęknęłam mu w usta i uśmiechnęłam się. Uwielbiałam te pocałunki. Objęłam ramionami jego szyję i przyciągnęłam jeszcze bliżej. Dłonie Justina zsunęły się na moje biodra, lekko je przytrzymując. Czułam jak podniecenie zaczyna przejmować kontrolę nad moim ciałem. Pragnęłam go. Wiem, że nie powinnam, ale to było silniejsze ode mnie. Myślę, że jestem  już nimfomanką. 
Justin odsunął się ode mnie, posyłając m cwaniacki uśmiech.
-Myślę, że powinniśmy iść- musnął moje czoło i podszedł do drzwi. Otworzył je i gestem ręki pokazał, bym wyszła. Wywróciłam oczami i złapałam za torbę, która była spakowana na plażę. Zamknęłam drzwi pokoju, a klucz wrzuciłam do torby. Brunet złapał mnie za rękę i poszliśmy na dół. Szybko opuściliśmy hotel, unikając spojrzeń dziewczyn. Na plaży było sporo ludzi. Znaleźliśmy miejsce zaraz obok baru, co było mi na rękę.
-Napijesz się czegoś?-spytałam go, podchodząc do baru.
-Wódka z colą- mrugnął do mnie i rozłożył nasze ręczniki na piaski. Pokręciłam głową i odwróciłam się w stronę barmana.
-Poproszę dwa drinki z colą- rzuciłam bez uczuć. On jedynie zmrużył ma mnie oczy. Parszywa świnia… Oparłam się o blat, oglądając ludzi. Było tu sporo przystojnych facetów i ładnych dziewczyn. Nagle mój wzrok natknął się na Jackoba i wszystkich innych. Jazzy żywo rozmawiała z jakimś chłopakiem, a James zarywał do Demi. Słodkie.
-Twoje zamówienie- usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i posłałam mu uśmiech. Zapłaciłam i wzięłam od niego napoje. Podałam jeden Justinowi, a sama rozsiadłam się na ręczniku.
-Pięknie tu- westchnęłam.
-Zgadzam się z tobą w 100%.- spojrzał na mnie.
-Mogę zadać ci pytanie?-spytałam niepewnie. Brunet bez wahania potrząsnął głowa na znak, że się zgadza- jak z tobą rozmawiałam najpierw nie chciałeś przylecieć, ale gdy wspomniałam, że jest tu też Jackob, to od razu zmieniłeś zdanie, czemu?
-Prosta odpowiedź- wzruszył ramionami.- odkąd cię zobaczył, chciał zaciągnąć cię do łóżka. Wiedziałem, że gdybym nie przyleciał, to znalazł by sposób na to. On nie zawaha się przed niczym- ostrzegł mnie.- a ty jesteś moja- wymamrotał. Uśmiechnęłam się pod nosem słysząc ostanie zdanie.
-Nie mogę uwierzyć, co ta dziwka z tobą zrobiła- westchnęłam. Popatrzył na mnie zdzwiony. – Boisz się cokolwiek poczuć- dokończyłam. Poniosłam się na kolana i nachyliłam nad nim. – Nie bój się tego, nie zranię cię- szepnęłam, zanim musnęłam jego usta swoimi. W moim brzuchu zaszalało stado motyli. Uśmiechnął się i złapał mnie w pasie, przekręcając nas tak, że byłam na dole.  Zaśmiałam się, gdy spojrzał na mnie także z uśmiechem.
-I co teraz zrobisz?-popatrzył na mnie poważnie, a następnie parsknął śmiechem.
-Nie mam za dużego wyboru- stwierdziłam, powstrzymując śmiech. Justin pochylił się i złączył nasze usta w pocałunku. Moje serce zaczęło łomotać, że byłam pewna, że je usłyszał.
-Nie denerwuj się tak, bo zawału dostaniesz-zaśmiał się. A jednak usłyszał.
-Przepraszam-westchnęłam. Czułam jak moje policzki przybierają różowy kolor.
-Hej, kochanie, żartowałem- stwierdził, zanim podniósł się i usiadł na moim ręczniku. Oblizałam usta i spojrzałam na niego. Patrzył w jeden punkt. Też tam popatrzyłam. Jackob i jego przyjaciele uparcie nas obserwowali i szeptali. Jedynie Emily mi pomachała. Uśmiechnęłam się i odmachałam jej. Coraz bardziej zaczynałam lubić tą dziewczynę. Mogłybyśmy być przyjaciółkami.
-O boże, ale to żenujące- jęknęłam i wzięłam łyk swojego drinka. Skrzywiłam się czując palący alkohol w gardle.
-O nie, co ona tutaj robi- szepnął sam do siebie. Spojrzałam jeszcze raz za siebie i zdałam sobie sprawę, że spogląda na Jasmine. Mój żołądek nieprzyjemnie się ścisnął.
-Justin….-zaczęłam, ale nie dał mi skończyć.
-Cicho- mruknął. Zacisnęłam mocno szczękę, widząc jak ta dziwka mu macha. Złość urosła we mnie do niewiarygodnych rozmiarów, gdy on odpowiedział na jej gest. Bez słowa podniosłam się z piasku i otrzepałam z niego. Zarzucając włosy wyminęłam go i ruszyłam ku oceanie. Stanęłam na jego brzegu. Zimna woda zetknęła się ze skórą na nogach, powodując u mnie dreszcze. Nie wiem ile tam stałam, ale była to jakąś chwila. Odwróciłam się i chciałam wrócić na ręcznik, lecz zamiast pustek miejsca zobaczyłam tam Jasmine. Zacisnęłam mocno pięści i podeszłam do nich. Mocno zacisnęłam zęby i zabrałam swoje rzeczy. Przewiesiłam torbę przez ramię i ruszyłam plażą w stronę hotelu. W moich oczach zebrały się łzy. Skoro ta dziwka chciała walczyć, to ja zrobię to po swojemu. Wyciągnęłam telefon z torby i odblokowałam go. Z szybkiego wybierania wybrałam numer Cary i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Cześć suko- krzyknęła żartobliwie.
-Hej  dziwko- zaśmiałam się.
-Co tam u ciebie?-spytała.
-Nawet mi nie przypominaj. Mam mały problem . Ex Justina przyczepiła się do niego, a on jest nią zainteresowany- rzuciłam tonem pełnym pretensji.
-Żartujesz?! A to dupek- syknęła. – Boisz się, że ci go odbierze?-spytała.
-Dokładnie
-Boże, Abi. Kim jesteś? Jesteś modelką do jasnej cholery, a ona kim? Nikim. Bądź pewna siebie.- poradziła- Jeżeli wybierze jednak ją, to jego pieprzona strata. Uwierz nie warto walczyć. Za mało czasu minęło, kochanie. 
-Wiem, ale mi smutno- westchnęłam.- Dobra, muszę kończyć
-zadzwoń znowu- powiedziała, zanim się rozłączyła. Westchnęłam po raz kolejny i schowałam telefon. Nagle w kogoś uderzyłam. Zdezorientowana podniosłam głowę i zobaczyłam wysokiego chłopaka o szarych oczach i jasnych włosach.
-Przepraszam-wymamrotałam.
-Patrz gdzie łazisz- syknął, zanim spojrzał na mnie. Jego twarz rozświetlił uśmiech.- To nie ty jesteś  tą od Biebera- serio? W Nowym Jorku nie zdarzyło mi się taka sytuacja ani razu, a teraz? To absurd. Wszyscy postanowili spędzić wakacje właśnie tutaj, gdzie ja.
-A ty jesteś?-spytałam.
-Oh, Bieber jest tak bezmyślny, że nie ostrzegł cię?-zaśmiał się- Jestem Andrew, skarbie. Spytaj go, na pewno będzie wiedzieć. – przerażał mnie jego ton głosu. W pewnym momencie złapał mnie za obie ręce. W jednym miejscu  obok nadgarstka, a w drugim za przedramię. Syknęłam z bólu i spojrzałam na niego zdzwiona. Kim on do cholery jest, że tak robi?- To tylko namiastka tego, co mogę ci zrobić, zanim przetestuję twoje zdolności- mrugnął do mnie i puścił moją rękę. – Jeszcze się spotkamy- trącąc mnie ramieniem wyminął. W moich oczach zebrały się łzy. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę hotelu. Czułam jak moje ciało się trzęsie. Pobiegłam do hotelu, ale tak naprawdę myślałam, że zaraz upadnę. W górnych kończynach czułam ból spowodowany jego uściskiem.
Łzy zamazały mi cały obraz. Co chwilę kogoś trącałam ramieniem. Szybko wbiegłam do hotelu i windą wjechałam na swoje piętro. Otworzyłam pokój i wbiegłam do niego. Z hukiem zamknęłam drzwi i oparłam się o nie. Zjechałam po nich na samą podłogę i schowałam twarz w dłoniach. Wytarłam łzy i spojrzałam na swoje ręce. Zdążyły już uformować się olbrzymie czerwone plamy. Dupek. Miałam jednak inne zmartwienie, jak ukryć to. Podniosłam się z ziemi i podeszłam do torby. Wyciągnęłam z bluzkę z długim rękawem i szorty. Zabrałam ze sobą rzeczy i poszłam do łazienki. W pomieszczeniu rozebrałam się ze stroju i wskoczyłam pod prysznic. Odkręciłam zimną wodę i pozwoliłam jej spływać bezczynnie po moim ciele. Chwilę posiedziałam tam, aż wreszcie wyszłam i wytarłam ciało. Ubrałam na siebie ubrania i opuściłam łazienkę. Położyłam się na łóżko i spojrzałam w sufit. Nie wiedziałam co miałam zrobić. Nie chciałam pokazywać tego Justinowi…
******************************
Hejka miśki! Jak się macie ? Oto 23 rozdział. Dziwny jakiś, ale chyba nie najgorszy ;)

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział dwudziesty drugi

Wpatrywałam się tępo w ekran komórki. Walczyłam ze sobą, czy zadzwonić do niego, czy nie. Justin dzwonił do mnie 43 razy, bo moim zdaniem było słodkie. Nabrałam powietrza w płuca i nacisnęłam zielona słuchawkę. Drżącymi rękami przyłożyłam telefon do ucha i czekałam, aż odbierze. W pewnym momencie strach wziął nade mną górę i chciałam się rozłączyć, ale on odebrał. Przestałam oddychać.
-Abi, proszę cię, wysłuchaj mnie- powiedział do telefonu. Zamknęłam oczy, aby uspokoić się.
-Mów- szepnęłam niepewna swoich słów.
-Powiedziałem to, tylko po to, aby Harry się tym nie interesował. Miałaś się o tym nie dowiedzieć, bo nigdy nie miałem tego na myśli, naprawdę.
-Skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz?-moje oczy zaczęły piec.
-Uwierz mi-szepnął, ale go usłyszałam.
-W tym właśnie problem. Nie ufam ci- jęknęłam zrezygnowana. Łzy spływały po moich policzkach niczym potok.
-Spróbuj chociaż. Nie pożałujesz tego.
-Nie wiem-spuściłam wzrok na swoje klapki. Nabrałam do płuc ciepłego powietrza.
-Przepraszam, jeżeli moje nieprawdziwe słowa cię zraniły. Po prostu Harry… On tak długo by cię podpuszczał, aż udowodnił, że jesteś jak wszystkie.
-A nie jestem?-szepnęłam.  W głowie miałam kompletny mętlik. Nigdy więcej nie chciałam przechodzić czegoś takiego.
-Nie, nie jesteś jak inne. Na innej mi nie zależało- westchnął.  Czułam jakby moje serce się ścisnęło.
-Naprawdę ci na mnie zależy?-bałam się uwierzyć, ale serce tak bardzo mnie kusiło.
-Zależy- westchnął.
-Boję się ci uwierzyć, ale to zrobię-odparłam po chwili- ostatni raz. Następnym razem skopię ci tyłek-zaśmiał się.
-Nie będzie następnego razu- zapewnił mnie. Wywróciłam oczami.
-Oby- miałam zaschnięte w gardle, a  mój umysł wciąż powtarzał mi, że zrobię źle i nie powinnam mu tak łatwo wybaczyć. Niestety nie umiałam się na niego denerwować.
-Obiecuję. A tak właściwie, gdzie jesteś?
-Em, wybrałam się trochę pomyśleć gdzieś, gdzie będzie spokojnie, a złożyło się tak, że wylądowałam z Jazzy i Jamesem na Malediwach.
-Gdzie?-zaśmiał się- To zaszalałaś- kochałam go właśnie takiego.
-Chcesz przylecieć?-spytałam cicho.
-Nie wiem, czy to dobry pomysł- westchnął. –Ale dzięki.
-Okay –odparłam zrezygnowana- Nie zgadniesz, kogo tu spotkałam.
-Zaskocz mnie-zaśmiał się.
-Jackoba- oznajmiłam – poznałam nawet jego przyjaciół.
-Jackoba?-krzyknął. Odsunęłam telefon od ucha i skrzywiłam się.
-Tak, jego- westchnęłam.
-Przyjedź jutro po mnie na lotnisko, dam ci znać, kiedy wyląduję- mruknął. Skąd na nagła zmiana.?
-Wiesz, że nie musisz przyjeżdżać, nie zrobię nic głupiego- powiedziałam bez zająknięcia się, bo to była prawda.
-Wiem, ale chcę nieć tego dupka na oku- wysyczał. – Dobra, kończę. Muszę spakować swoje rzeczy, do zobaczenia, skarbie- mruknął, zanim rozłączył się. Westchnęłam,  a moje ręce dopiero po zakończeniu połączenia zaczęły się trząść.  On tutaj przyleci, dla mnie. Ty nie tego właśnie chciałam? Niby tak, ale obawiam się tego spotkania. Usłyszałam pukanie do pokoju.
-Proszę- krzyknęłam i położyłam telefon na łóżku, wstając. Drzwi pokoju się otworzyły, a do środka wszedł Jackob. Zmarszczyłam brwi. Był ostatnią osobą, jakiej się spodziewałam.- Czego?-spytałam, kładąc ręce na biodra.
-Chciałem spytać, czy wybierasz się ze mną do klubu? –zrobił słodkie oczy. Potrząsnęłam przecząco głową. – Okay, biorę Jazmyn i Jamesa ze …-zaczął, ale mu przerwałam
-O nie, nie, nie. Oni nigdzie nie idą. Zgłupiałeś?! Nie i koniec.
-Kim ty niby jesteś, że będziesz mi rozkazywać, czy mogę MOJE rodzeństwo wziąć na imprezę, czy nie. – wysyczał. Chce grać tak, okay, to też będę grać nieczysto.
-Po pierwsze oni są tu ze MNĄ, a NIE z robą- dałam nacisk na te dwa kluczowe słowa.- A poza tym jestem starsza- uśmiechnęłam się fałszywie.
-Jesteś suką, nie wiem jak Justin może z tobą wytrzymać- wysyczał i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami. Usiadłam na łóżku głośno wzdychając. Irytował mnie jak jasna cholera.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Obudziłam się około godziny 8. Jęknęłam niezadowolona i zakryłam się kołdrą. Chciałam ponownie zasnąć, lecz przypomniałam sobie, że nie wiem, kiedy Justin przyleci.  Niezadowolona wstałam z lóżka i szurając po ciemnych panelach poszłam do łazienki. Rozebrałam się z piżamy i wskoczyłam pod prysznic. Wydałam z siebie pomruk, gdy zimna woda zetknęła się z moją rozpaloną skórą .Szybko się umyłam i wyszłam. Obwinęłam ciało ręcznikiem. Zrobiłam lekki makijaż, składający się z pomalowania rzęs tuszem i korektorem zatuszowania tego i owego. Wróciłam do pokoju, gdzie z walizki wyciągnęłam  różową koszulkę na ramiączkach i czarną spódnicę. Ubrałam na siebie przygotowany strój i postanowiłam, że pójdę na śniadanie. Wsunęłam na stopy sandałki na obcasach i zabrałam ze sobą telefon. Zamknęłam za sobą drzwi i windą zjechałam na parter. Zastanawiał mnie fakt, gdzie jest Jazzy i James. Jeżeli Jackob faktycznie zabrał ich do tego klubu, to skopię mu zadek, przysięgam.  Przekroczyłam próg restauracji i od razu zobaczyłam swoje zguby, w towarzystwie osób przeze mnie już niepożądanych . Westchnęłam zrezygnowana, gdy Emily mnie zobaczyła i pomachała mi. Odmachałam jej i podeszłam do stołu z jedzeniem. Wzięłam kanapkę z dżemem i podeszłam do stolika.
-Cześć- mruknęłam i usiadłam. Długo mój spokój nie potrwał, ponieważ mój telefon zaczął dzwonić. Uśmiech od razu pojawił się na moich ustach, gdy zobaczyłam, że  dzwoni Justin. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam urządzenie do ucha.
-Hej, skarbie- powiedział na początek
-Cześć- odpowiedziałam i poczułam jak na moje policzki wkrada się rumieniec. Pomocy, co on ze mną robi. – Jesteś już gotowy?-spytałam, ignorując spojrzenie wszystkich.
-Tak, będę na ciebie czekać. Długo pojedziesz?
-Z 20 minut- zaśmiałam się. – No to do zobaczenia- rozłączyłam się. Wstałam od stołu i bez słowa wyszłam z restauracji. Szybko pobiegłam do pokoju po klucze z samochodu i w tym samym tempie znalazłam się na dole. Opuściłam hotel i wsiadłam do auta, wpisując adres lotniska. Gdy wjechałam na autostradę, postanowiłam przyśpieszyć do 180 km/h. Tak, więc droga była o wiele krótsza. Zaparkowałam na parkingu i opuściłam samochód, zamykając go. Weszłam na lotnisko i już z daleka dostrzegłam dobrze znaną mi czuprynę. Uśmiechnęłam się do siebie podbiegłam do niego. Chłopak rozłożył ramiona, a ja bez wahania w nie spadłam. Objął mnie ciasno, a ja wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową. Zaciągnęłam się pięknym zapachem jego perfum.
-Już dobrze?-wyszeptał. Na dźwięk jego głosu na żywo mój żołądek wywrócił fikołka. Ta kilku dniowa rozłąka sprawiła to.- Tęskniłem za tobą- po raz drugi się odezwał. Spojrzałam na niego, a w moich oczach pojawiły się łzy.
-Ja też- przyznałam. Brunet pochylił się i złączył nas w pocałunku. Nie był to ten sam pocałunek, co zawsze. Ten był taki delikatny i głębszy, niż samo pożądanie. – Chodź,  pojedźmy już do hotelu- złapałam jego rękę i pociągnęłam w stronę wyjścia z lotniska. Szczerze? Myślałam, że inaczej zareaguję, ale gdy go tylko zobaczyłam wszystkie obawy wyparowały.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Będziesz ze mną w pokoju, a Jazzy przeniesie do Jamesa-oznajmiłam, otwierając drzwi. Wpuściłam go do pokoju, a  on od razu się rozejrzał.
-Bardzo fajnie tu- przyznał. Położył torbę na podłodze i od razu ściągnął swoją koszulkę.- Gorąco- skomentował. Wygrzebał z torby jeansowe spodenki i zmienił jeansy na nie. Wyglądał tak po prostu seksownie. Pokusa wzięła nade mną górę. Podeszłam do niego i położyłam swoje zimne dłonie na jego klatce piersiowej, a następnie stanęłam na palcach i przelotnie musnęłam swoimi ustami jego. Przez moje ciało przeszedł jakby prąd, gdy to zrobiłam. Posłałam mu cwaniacki uśmiech i podeszłam do torby, skąd wzięłam strój kąpielowy.
-Przebierz się, zabieram cię na plażę- mrugnęłam do niego i zniknęłam za drzwiami łazienki.
******************************************
Hej! Przybywam do was z 22 rozdziałem. I co, podoba się? Wreszcie się pogodzili *_*. Hihi ;* 

czwartek, 3 lipca 2014

Notka

Postanowiłam zacząć pisać drugie opowiadanie pt.: My Sexy Teacher. Historia będzie opowiadać o Emmie, której rodzice dają wszystko, ale nie miłość i czas. Pewnego dnia w szkole, którą kończy pojawi się oszałamiająco przystojny nauczyciel języka angielskiego, z którym dziewczyna ma problemy. Proponuje jej korepetycje, ale wydarzy się coś innego...
Justin ma 26 lat i jest po studiach. Nie będąc pewny, czy chce pracować w firmie ojca zatrudnia się w szkole na próbę. 

Jesteś zainteresowany ff ? Bardzo się cieszę i zapraszam http://my-sexy-teacher.blogspot.com/

środa, 2 lipca 2014

Rozdział dwudziesty pierwszy

-Proszę zapiąć pasy, lądujemy- powiedziała stewardessa. Szturchnęłam James, który spał w najlepsze.
-Co?-jęknął, przecierając oczy
-Jesteśmy-uśmiechnęłam się do niego. On od razu się ożywił. Zapiął pasy, tak samo jak ja i Jazzy.
Samolot wylądował bez żadnych problemów. Opuściliśmy go jako pierwsi, z racji tego, że Robert załatwił nam bilety w pierwszej klasie.
-Gdzie nasz hotel?-zapytał James. Uśmiechnęłam się do niego i podeszłam do recepcji na lotniku, upewniając się, że wynajęty samochód stoi przed lotniskiem. Miła kobieta pokazała mi piękne, białe BMV. Uśmiechnęłam się i wzięłam od niej klucze.
-Chodźcie- kiwnęłam głową. Szybko opuściliśmy budynek i wsiedliśmy do samochodu. Odpaliłam go, a zaraz po tym wpisałam adres z kartki w GPS’a.
-Czy ktoś wie, która tu godzina?-spytała Jazmyn
-Przed szóstą rano- odpowiedziałam jej, spoglądając na zegar w samochodzie. Wjechałam na ulicę i dość szybko pojechałam pod hotel. Był jakieś 40 kilometrów od lotniska. Droga była prosta i szybko. 20 minut później byliśmy już pod hotelem. Zaparkowałam samochód i wyszliśmy z niego. Wyciągnęliśmy nasze torby, a ja zamknęłam wóz. Weszliśmy do środka. Było tam dość elegancko, ale za to gustownie. Podeszłam do recepcji.
-Dzień dobry- przywitałam się.- rezerwacja na nazwisko Kerr- powiedziałam bez obwijania w bawełnę.
-Tak, pokoju 20 i 21- odpowiedziała, podając mi klucze. Przytaknęłam i podeszłam do Jamesa i Jazzy.
-James, ty będziesz miał osobny pokój, okay?-przytknął.-A my będziemy mieć razem.- wzięliśmy swoje torby i pojechaliśmy windą na 2 piętro. Weszliśmy do swoich pokoi, a ja od razu podeszłam do łóżka i runęłam na nie. Zamknęłam oczy i zasnęłam.

Justin

Cały dzień byłem poza mieszkaniem. Nie miałam odwagi spojrzeć jej w oczy. Nie wiedziałem co zrobić. Wiedziałem, że bardzo ją zraniłem. To mnie najbardziej bolało. Wyciągnąłem komórkę i wybrałem numer Zayna. Odebrał od razu
-Co tam, stary- na przywitanie powiedział
-Siema, mam niemały problem. Mogę wpaść do ciebie?-spytałem, mając nadzieję, że się zgodzi.
-Jasne, będę czekał w swoim mieszkaniu- nic nie odpowiedziałem, tylko rozłączyłem się. Szybkim krokiem ruszyłem w kierunku jego mieszkania. Nie było to daleko, więc szybko tam dotarłem. Wszedłem na pierwsze piętro i bez pukania znalazłem się w  środku. – Szybko-skomentował.
-Byłem niedaleko- odpowiedziałem mu.
-Co to za problem ?-poszliśmy do salonu, gdzie od razu usiadłem na kanapie.
-Abi dowiedziała się, co wczoraj wam mówiłem.
-No to, masz niemały problem- wywróciłem oczami, wiedząc to.
-Poradź mi, co zrobić. Ona chce odejść- spuściłem wzrok.
-To chyba nie powinno być dla ciebie wielkim ciosem i tak dla ciebie nic nie znaczyła- wzruszył ramionami
-W tym kurwa problem, że kłamałem!- krzyknąłem sfrustrowany – Powiedziałem tak, żeby się ode mnie odwalili. Wiesz jaki jest Harry. Gdyby się dowiedział, że ją lubię, to robił by wszystko, aby pokazać mi, że to kolejna ta sama dziewczyna- jęknąłem.
-Masz rację, ale jak się dowiedziała?
-Przez przypadek jak usiadłem na telefonie, on zadzwonił do pierwszej osoby na szybkim wybieraniu. –wyjaśniłem.
-Próbowałeś jej to wytłumaczyć?
-Próbowałem, ale ona była tak zrozpaczona, że nie chciała mnie słuchać. –westchnąłem. Poczucie winy zjadało mnie od środka.
-Nie jestem ekspertem, ale ona chyba cię kocha- popatrzyłem na niego jak na idiotę. Ona mnie? Mnie nikt nie kocha. – gdy Harry jej to powiedział, to nawet na niego obrażona nie była, a teraz jak dowiedziała się nieprawdziwej prawdy to sam mówiłeś, że była zrozpaczona. Z resztą, to widać gołym okiem. W jej oczach widać blask, gdy na ciebie spogląda.  Wiem, że boisz się zaufać komuś po tym co zrobiła Jasmine i twój brat, ale pomysł, to było już dawno. Nie możesz całe życie być sam. – cholera, on miał rację, to było najgorsze.
-Ale ja jej nie kocham i chyba nie pokocham- przyznałem.
-Skąd wiesz?-zaśmiał się kpiąco.-gdyby była kolejną zdobyczą w  twoim życiu, to zrezygnował być po pierwszym seksie z nią, ale ty chciałeś z nią zostać. Justin, możesz oszukiwać sam siebie, ale mnie nie oszukasz. Jestem twoim najlepszym przyjacielem. Powiedz mi, co czujesz, gdy ją dotykasz?-spojrzałam zdzwiony jego pytaniem.
-Nie rozumiem. – pokręciłem głową.
-Proste pytanie. Co czujesz, gdy ją dotykasz.
-Ja…-sam nawet tego nie wiedziałem. Tak, czy siak było mi cholernie wstyd, pytać go o takie rzeczy. – chcę jeszcze więcej. Mógłbym to robić cały czas- westchnąłem. Poczułem jak moje policzki robią się gorące
-Sam widzisz. Moim zdaniem nie możesz tego zaprzepaścić, bo się boisz. Myślałem, że nazywasz się Justin Bieber i niczego się nie obawiasz.-zaśmialiśmy się
-Masz rację, czas zapomnieć. Mam nadzieję, że nie będę żałował tej decyzji- szepnąłem sam do siebie.

Abigail


Ubrałam na siebie swój czarny strój kąpielowy i przejrzałam się w lustrze, które wisiało w łazience. Uśmiechnęłam się samo do siebie i odwróciłam się, a następnie wyszłam. Jazmyn maiła na sobie różowe dwuczęściowe bikini, które wyglądało na niej zarąbiście
-Świetnie wyglądasz- skomplementowałam ją. Ona posłała mi uśmiech i owinęła ręcznik wokół swojego ciała. Zaśmiałam się i sięgnęłam po dżinsowe szorty. Usłyszałyśmy pukanie, więc Jazzy otworzyła drzwi, a do naszego pokoju wleciał James, skacząc gdzie popadnie. Pokręciłam głową, a na moich ustach uformował się uśmiech.
-Idziemy?-zapytał, przewieszając swój ręcznik przez ramię. Przytaknęłam i zabrałam potrzebne rzeczy. Opuściliśmy hotelowy pokój i windą zjechaliśmy na parter. Szybkim krokiem  wyszliśmy z hotelu i ścieżką, wyłożoną drobnymi kamyczkami poszliśmy na plażę. Znalazłam wolne miejsce i rozłożyłam swój ręcznik. Jazmyn i James zrobił to samo. Położyłam się na nim i nałożyłam na nos swoje okulary przeciwsłoneczne. Ułożyłam się wygodnie na ręczniku i zamknęłam oczy.  Moje myśli od razu powędrowały do Justina. Już zdążyłam stęsknić się za nim całym. Myślę, że nawet byłabym w stanie  wybaczyć mu wszystko, wystarczyłoby, żeby mnie przytulił. Potrzebowałam go. Najgorsze było to, że nie mogłam przestać o nim myśleć.  Śnił mi się nawet do cholery jasnej! Westchnęłam sfrustrowana i podniosłam się do pozycji siedzącej. Podniosłam okulary, tak że były na głowie i podniosłam się z ręcznika. Otrzepałam ciało z piasku i wolnym krokiem udałam się w stronę baru. Gorący piasek parzył mnie w stopy. Było strasznie ciepło, a chłodny wiatr działał na mnie kojąco. Poczułam uderzenie w tył głowy. Natychmiast stałam się zdenerwowana. Odwróciłam się, a ja myślałam, że zabiję osobą za mną. Moje serce na chwilę się zatrzymało, gdy zobaczyłam bardzo znaną mi osobą.
-Witaj ponownie Abi- powiedział głos. Myślałam, że to Justin, dopóki nie zdjął okularów z nosa
-Hej- szepnęłam do Jackoba.-Co ty tutaj robisz?-zdziwiłam się.
-Spędzam wakacje, a co innego?-zaśmiał się. Mój żołądek od razu się ścisnął. Fakt, że razem z  Justinem byli tak podobni, zabijał mnie. –Długo tu jesteś?-spytał, ponownie zakładając okulary.
-Od wczoraj, a  co?-przeniosłam dłonie na biodra.
-Mogę pomyśleć, że mnie śledzisz- poruszył brwiami i zaśmiał się.
-Oczywiście, bo nie mam nic innego do roboty, poza śledzeniem cię- wywróciłam oczami i także się zaśmiałam.
-Gdzie mój braciszek? –spytał prosto z mostu. Westchnęłam, a uśmiech z  mojej twarzy zniknął.
-Nie ma go tutaj. Jestem tu z Jazmyn i Jamesem.-oznajmiłam mu.
-Co, mieliście sprzeczkę?-uśmiech z  jego ust  nie schodził, za to ja nie mogłam powiedzieć tego samego.
-To skomplikowane- podrapałam się po karku- a tak z ciekawości, czym mnie uderzyłeś?
-Piłką- pokazał na piłkę do siatkówkowi na ziemi.  Walnęłam się w otwartej ręki w czoło ze swojej głupoty. Barwo Abi, pokazałaś jak inteligentna jesteś.- Dołączysz do nas?-spytał, pokazując na chłopaków przy siatce i kilka dziewczyn. Zagryzłam wewnętrzną część policzka .
-Co mi szkodzi- westchnęłam i poszłam z nim do miejsca, gdzie byli jego przyjaciele.
-To jest Abi- przestawił mnie.- To jest Scoot, Jason i Christopher- pokazał po kolei chłopaków-A dziewczyny to Emily, Demi i Hannah, a Jasmine  już znasz.- pokiwałam głową na znak, że rozumiem.
-Jest wolna?-ktoś szepnął. Zacisnęłam zęby. Nie, nie jestem.
-Zapomnij, to dziewczyna moje brata- wymamrotał Jackob. Właśnie, spierdalaj.
-A widzisz go gdzieś tutaj?-byłam już zła. Nagle przypomniałam sobie o Jazzy i Jamesie. Zejdą na zawał, a potem będą źli, że ich zostawiłam. Potarłam skronie i westchnęłam. Wszystkie pary oczu zwróciły się na mnie. Zignorowałam to. Podeszła do mnie chyba miała na imię Emily.
-Hej-przywitała się. Posłałam jej mały uśmiech
-Cześć- szepnęłam. Nie byłam ostatnimi czasy zbyt rozmowna.
-Kojarzę cię, ale nie wiem skąd- westchnęła. – Nie byłaś na okładce Bazaara? –spytała, zmrużając oczy. Przytaknęłam- Podziwiam cię, naprawdę dziewczyno. W tak krótkim czasie się tak wybiłaś
-Dzięki, to miłe- wymusiłam uśmiech.
-Coś cię gryzie- stwierdziła. No barwo Sherlooku
-To nic, pokłóciłam się  jedynie z chłopakiem- chciałam, żeby to była prawda. On nie był moim chłopakiem nigdy. On jedynie wykorzystał mnie. Świnia.
-Na pewno wam się ułoży. Ja  z Jasonem rozstaliśmy się  5 razy w ciągu miesiąca, ale znowu jesteśmy razem, bo masz miłość jest silniejsza, niż nasz temperament
-A dodatkowo jesteś dobra w łóżku-skomentował.
-To taki bonus-zaśmiała się.-Ale serio, jeżeli mu na tobie zależy, to wróci szybciej, niż możesz sobie tego wyobrazić. Nie wiem o co się pokłóciliście, ale powinniście sobie wszystko wyjaśnić.- położyła dłoń na moim ramieniu. Miała rację…
***************************
Oto przybywam z nowym rozdziałem. Szybko się z nim wyrobiłam. To jakiś cud, zważając na to, ze piszę także inne rzeczy *_*. Jak się podoba? Myślę, że nie jest najgorszy ;) 

wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział dwudziesty

Obudziłam się około godziny 8. Zrobiłam codzienne czynności, zanim zeszłam na dół. Stanęłam w drzwiach kuchni, a moje serce stanęło. Justin.
-Hej kochanie- uśmiechnął się. Wręcz zrobiło mi się niedobrze. Jak on mógł tak kłamać?! Nie odpowiedziałam mu, tylko przeszłam obok niego i podeszłam do blatu. Napełniłam czajnik wodą i włączyłam go. Poczułam dwie ręce na biodrach. Kochałam czuć jego dotyk, ale wiedziałam, że nie mogłam ulec. Strzepnęłam jego dłonie i odwróciłam się, posyłając mu pioruny.- co jest?-spytał. Zacisnęłam mocno zęby i dłonie. Byłam tak wściekła, ale i tak głęboko czułam niesamowity smutek. Chciał ponowić dotknięcie mnie, ale uprzedziłam go.
-Nie dotykaj mnie –syknęłam. Brunet zdawał się być w szoku.
-Co się stało, kochanie?-spytał po chwili. Spojrzałam na niego najbardziej morderczym wzrokiem.
-Nie nazywaj mnie tak- mój ton głosu był tak ostry, że nawet nie wiedziałam, że mnie na taki stać.
-Abi, serio co jest?-spytał poważnie. Zignorowałam go i chciałam wyjść z kuchni, ale złapał mnie za rękę i jednym ruchem popchnął na najbliższą ścianę, uniemożliwiając mi ucieczkę. Wpatrywał się we mnie tymi swoimi pięknymi brązowymi oczami. Nie ważne jak bardzo chciałam ulec, ale nie mogłam.
-Puszczaj-zaczęłam się wyrywać. Niestety to nic nie dało.
-Nie, dopóki nie powiesz o co jesteś zła.- szepnął, opierając swoje czoło o moje. Nagle cała moja złość wyparowała, a zastąpił ja smutek. Chciało mi się płakać.
-Od kiedy przejmujesz się tym, co czuję? Hę? –spytałam będąc na skraju wytrzymałości.
-Zawsze się przejmuję- nie potrafiłam pojąć jak można tak kłamać w żywe oczy.
-Nie kłam mnie- syknęłam. W moich oczach pojawiły się łzy. Jego twarz stała się rozmazana- Powiedz, to co naprawdę  o mnie myślisz- mój głos drżał.
-Nie wiem o co ci  chodzi- mruknął.
-W takim razie jestem kimś więcej, niż zwykłą dziwką, która pieprzy się z tobą, kiedy masz tylko ochotę?- po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Tak bardzo jak chciałam je zatrzymać, tym bardziej one ciekły.
-Abi…-zaczął kompletnie zaszokowany. Wyrwałam nadgarstki z jego uścisku i wyszłam z kuchni. Nie widziałam gdzie idę. Przykucnęłam pod ścianą i chowałam twarz w dłoniach. Poczułam dłoń na plecach.
-Nie dotykaj mnie- załkałam. Byłam w totalnej rozsypce. On zamiast zabrać dłoń przyciągnął mnie do swojego ciała. Nie mogłam na to pozwolić. Tak szybko jak to możliwe wyplątałam się z jego ramion i stanęłam na równych nogach.
-To nie było tak. Ja nawet nie wiem skąd dowiedziałaś się, że taki coś powiedziałem.
-Twój telefon chyba nie jest po twojej stronie- powiedziałam mu. Wytarłam łzy i spojrzałam na niego z obrzydzeniem. Dopiero wtedy  zdałam sobie sprawę, że słowa Jazmyn były prawdą. Kochałam go… jak Harry nazwał mnie dziwką nawet się tym nie przejęłam.
-Abi, wiesz jacy są chłopaki, wszędzie się wtrącają.
-Nie opowiadaj mi historyjek. To koniec, nie mam do ciebie żadnego zaufania i wątpię, że kiedykolwiek będę mieć.- przyznałam i po prostu odeszłam. Poszłam do sypialni.  Położyłam się na łóżku, głośno łkając. Wiedziałam, że to moja wina. Sama jestem sobie winna. Ale to tak cholernie bolało. Znowu to samo… Poczułam się niepotrzebna…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Usłyszałam pukanie, więc poszłam je otworzyć. Zobaczyłam uśmiechniętą od ucha do ucha Pattie. Wpuściłam ją do środka .
-Dzień dobry- powiedziałam cicho.
-Witaj, słonko.- zdjęła buty.
-Moja garderoba jest na górze- poszłam po schodach do swojej sypialni, a następnie do garderoby. Sięgnęłam po kartony na podłodze. Były w nich różne rzeczy. Od szpilek z zeszłego sezonu, po sukienki, które kupiłam, ale nie ubrałam. – To są te rzeczy- pokazałam na 2 pudła na ziemi.
-O mój boże, takie garderoby widziałam jedynie w filmach-zaśmiała się
-Jeżeli coś się ci podoba, to bierz- westchnęłam. Spojrzałam tam gdzie ona i zdałam sobie sprawę, że patrzy na kobaltową, elegancką sukienkę na ramiączkach. Kupiłam ja jakieś 2 miesiące temu, ale też nie założyłam. Sięgnęłam po wieszak i wręczyłam go brunetce.- Weź ją, jeżeli ci się podoba.
-Jesteś pewna?-dopytała.
-Na 100 %. – nagle przypomniało mi się, że chcę zabrać Jazzy ze sobą na wyjazd. – Tak sobie pomyślałam. Chcę odpocząć od wszystkiego i wyjeżdżam na wakacje. Pozwoliłabyś Jazmyn jechać ze mną?
-Gdzie?-od razu zapytała.
-Malediwy, bardzo chciała tam polecieć- wyjaśniałam.
-Myślę, że nie mam nic przeciwko, ale proszę cię uważaj na nią.
-O to się nie martw. Jeżeli James chciałby też pojechać, to nie mam nic przeciwko.- nagle zrobiło mi się go żal.
-Jesteś pewna? To spory wydatek.-zmieszała się
-Jestem pewna. Nie chcę jechać sama.
-A co z Justinem?
-Muszę przemyśleć sobie kilka rzeczy- pokiwała głowa na znak, że rozumie.
-Zadzwonię do niego- skomentowała i wyciągnęła komórkę. Chciałam dać jej chwilę swobody, więc wyszłam z garderoby  i runęłam na swoje łóżko. Przymknęłam na chwilę oczy, ale nie trwało to długo, bo Pattie weszła do sypialni. – Bardzo się ucieszył.- uśmiechnęła się- Dziękuję – przytuliła mnie.
-Kiedy chcesz jechać?
-Jeszcze dzisiaj. Wczoraj recepcjonistka zarezerwowała miejsca. -pokiwała, że rozumie.
-Dobrze, wracam już do domu, bo dzieciaki muszą się spakować.-zabrała pudełka z ziemi i wyszła z pokoju.
-Powiedz im, że podjadę o 3- krzyknęłam za nią. Nic mi nie odpowiedziała. Weszłam do swojej garderoby i do torby zaczęłam pakować różne spodenki, spódnice i topy. Wzięłam także stroje kąpielowe i różne ręczniki. Spakowałam również swoje kosmetyki. Spojrzałam na wyświetlacz swojej komórki, zdając sobie sprawę, że już po 2 po południu. Szybko zamknęłam swoją torbę i zabrałam ją na dół. Spakowałam wszystko co potrzebne do torebki i opuściłam mieszkanie. Zjechałam windą w podziemia budynku i spakowałam swoją torbę do bagażnika. Wsiadłam do samochodu i odpaliłam go. Wjechałam na jezdnię i pojechałam wprost pod blok w którym mieszkali Jazzy i James. Gdy tam dojechałam, oni stali już zewnątrz. Zatrzymałam się przed nimi i opuściłam samochód. Otworzyłam bagażnik, a James spakował tam ich torby.
-Będę tęsknić dzieci- przytuliła ich
-Pa mamo- krzyknęli oboje.
-Do zobaczenia Pattie- pomachałam jej, zanim ruszyłam prosto na lotnisko.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cóż, muszę przyznać, że jestem zawiedziona tym, że pod zeszłym rozdziałem z trudem był jeden komentarz ;(. Nie podoba wam się to ff, że nie wykazujecie żadnego zainteresowania? Nie wiem już...

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział dziewiętnasty

Justin

-Siema stary- przywitałem się z Zaynem
-Hej- odpowiedział mi. – Długo się nie widzieliśmy, co u ciebie?
-Obleci. Dobra, chodź do Harrego, bo nas zamorduje- szybko znaleźliśmy w mieszkaniu Hazzy. Plus tego, że mieszkał blisko Zayna. Jak zawsze bez pukanie weszliśmy do środka. W salonie siedział już Niall.-Siema!-krzyknąłem. Oboje spojrzeli na mnie jak na idiotę i zaśmiali się. Usiedliśmy na kanapie, a Hazz poczęstował nas piwem. Upiłem duży łyk.-Która godzina?-spytałem ciekaw
-Po 8, a co?- pokręciłem tylko głową. Rozsiadłem się wygodnie na kanapie.
-Jak tam z Abi?-spytał Niall, przeciągając się. Zaśmiałem się pod nosem, wiedząc, że o to zapyta.
-A co ma być?-spytałam niewzruszony.
-Na jakim jesteście etapie- dopowiedział.
-Pogięło cię?-zaniosłem się śmiechem.- Na tym samym cały czas. Dla mnie to nic więcej, niż seks, kiedy tylko chcę-zaśmiałem się.
-Odbieram inne wrażenie-mruknął Harry.
-Muszę coś zrobić, żeby pomyślała, że znaczy dla mnie coś więcej.
Abigail

Od razu po tym jak z  Jazmyn weszłyśmy do ich mieszkania, uderzyły w nas krzyki. Byłam pewna, że ich ojciec już przyjechał. Niemiało zdjęłam buty w korytarzu i z Jazzy poszłyśmy do salonu. Zobaczyłam wysokiego mężczyznę o ciemnych włosach i oczach. Byłam pewna, że Justin to właśnie po nim odziedziczył te cechy.
-Tato-pisnęła Jazmyn i rzuciła się na niego.
-Tęskniłem skarbie-potarł jej plecy i ucałował w głowę. Popatrzył na mnie i ciepło się uśmiechnął.
-Witaj, a ty kim jesteś?-zwrócił się do mnie.
-Oh, to Abi, dziewczyna Justina- powiedziała Pattie, gdy ja zdążyłam jedynie otworzyć usta.
-Nie wiedziałem, że doczekam się tego momentu- zaśmiał się- A tak właściwie, to gdzie on jest?-spytał. Westchnęłam, totalnie nie wiedząc, co powiedzieć.
-Nie mógł przyjść- postanowiłam się odezwać.
-Rozumiem-wyraźnie posmutniał. Spuściłam wzrok na swoje stopy.- Jestem Jeremy
-Usiądźcie, a ja przyniosę ciasto- oznajmiła Pattie. Jako ostatnia usiałam na fotelu obok kanapy. Spojrzałam na swoje splecione palce, do momentu, aż zadzwonił mój telefon . Zmarszczyłam brwi i wyciągnęłam go z kieszeni spodenek. Dzwonił Justin.
-Przepraszam- mruknęłam i wyszłam z pokoju do korytarza. Odebrałam telefon, ale zamiast wyraźnego głosy bruneta usłyszałam śmiechy. Zmieszałam się.
-Która godzina?-usłyszałam stłumiony głos Justina.
-Po 8, a co?-odpowiedział mu chyba Zayn.
-Jak tam z  Abi?-zapytał go Niall. Najwidoczniej zadzwonił do mnie przez pomyłkę. Justin zawsze nosił komórkę w tylnej kieszeni spodni. Zaśmiał się. Postanowiłam się nie rozłączać.
-A co ma być?-znowu zadał pytanie.
-Na jakim jesteście etapie- dopowiedział Niall.
-Pogięło cię?-znowu się zaśmiał. Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc co myśleć.
- Na tym samym cały czas. Dla mnie to nic więcej, niż seks, kiedy tylko chcę-zaśmiał się znów. W moich oczach. Pojawiły się łzy. A jednak…
-Odbieram inne wrażenie-mruknął mało zrozumiale Harry.
-Muszę coś zrobić, żeby pomyślała, że znaczy dla mnie coś więcej.- w momencie, kiedy wypowiedział to zdanie moje serce rozleciało się. Po moich policzkach popłynęły łzy. Parszywy drań. Chociaż bardzo chciałam go znienawidzić, coś mi na to nie pozwalało. Rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni. Miałam kolejny problem- jak wydostać się z mieszkania, nie zwracając na siebie zbytniej uwagi. Westchnęłam i poszłam do łazienki. Kiedy spojrzałam w  lustro pierwszy raz dziękowałam Bogu, ze używam  wodoodpornego tuszu. Wytarłam łzy z policzków i przemyłam twarz wodą. Spędziłam jeszcze kilka chwil w pomieszczeniu, aby moje oczy powróciły do normalnego stanu, chociaż nie było to łatwe, ponieważ cały czas czułam nieprzyjemny ucisk w żołądku, a serce biło mi o wiele szybciej, niż zazwyczaj. Wróciłam do salonu i zastałam wszystkich tam. Usiadłam na swoim wcześniejszym miejscu .
-Więc Abi, czym się zajmujesz?-spytał mężczyzna. Serio? Czemu wszyscy muszą się o to zawsze pytać, mam już dość
-Jestem modelką.-westchnęłam.
-Naprawdę? To imponujące- przechylił głowę w bok.
-Dziękuję. Zamierzam jednak wziąć sobie przerwę na jakiś czas. Jestem zmęczona tym wszystkim.
-Rozumiem- pokiwał głową- Kochanie, a ja tam funkcjonuje twój sklep- spytał Pattie Ona prowadzi sklep?!
-Pani ma sklep?
-Tak. Sprzedajemy używane rzeczy- wyjaśniała- a pieniądze później idą na pomoc samotnym matkom.
-Naprawdę szczyty cel-westchnęłam-Możemy sprzedać kilka moich rzeczy- zaproponowałam.
-Nie, nie trzeba- od razu odpowiedziała.
-Miałam robić porządki w szafie, a zamiast je wyrzuć, to mogę przekazać je na coś szczytnego.
-Jesteś niesamowita- uśmiechnęła się. Cóż gdybym była niesamowita, Justin nie traktowałby mnie jak dziwki.
-Może pani przyjść jutro w południe, będę w mieszkaniu.
-A gdzie mieszkasz?
-15 Central Park West, piętro 35- powiedziałam jej.
-Wow-odpowiedzieli oboje-Stać cię na to?-spytała Pattie
-Szczerze? To nie, nie stać, ale moja matka wyszła za mąż za właściciela tego budynku. Niestety w każdej decyzji jest haczyk. Nie pozwolili mi z nimi mieszkać, ale za to Robert pozwolił mi mieszkać tam za darmo.-wyjaśniałam.- Tak naprawdę to właśnie jemu wszystko zawdzięczam. Gdyby nie on, to nigdy bym nie zaistniała- westchnęłam. Nie lubiłam opowiadać o swojej przeszłości.
-A co z twoim ojcem?-zapytał Jeremy.
-Odnalazł mnie dopiero trzy miesiące temu. Moja mama przez całe życie wmawiała mi, że on nie żyje, a tak naprawdę to ona tak jakby porwała mnie.
-Co masz na myśli?-dopytał. Proszę, przestańcie zadawać pytania-jęknęłam w  myślach.
-Moja matka wyjechała ze mną, gdy miałam 5 lat.
-Wiesz, gdzie wcześniej mieszkałaś?-spytała Pattie.
-Z pochodzenia jestem Brytyjką.
-Ale nie masz akcentu. – skomentował James.
-Owszem. Mieszkam tu prawie 15 lat, nieświadomie przerzuciłam się na tutejszy akcent- uśmiechnęłam się nieszczerze.
-Racja- przytaknęła Pattie.
-Niestety ja już pójdę. – podniosłam się z kanapy- Jazzy, nie chciałabyś pojechać ze mną ? Justina nie będzie całą noc.
-Mamo, tato, mogę?-spojrzała na nich z oczami kota.
-Jeżeli bardzo chcesz, to możesz- uśmiechnął się Jeremy.
-Dziękuję- pisnęła i przytuliła ich. Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła do swojego pokoju. Był cały szary, ale w niektórych miejscach były wstawki koloru różowego. Usiadłam na jej łóżku i czekałam aż się spakuje.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Zaparkowałam samochód w podziemnym parkingu. Opuściłyśmy samochód, a ja go zamknęłam. Pociągnęłam dziewczynę w stronę windy. Nacisnęłam 35 piętro, a winda pojechała do góry. Niedługo po tym zatrzymała się przed moimi drzwiami. Otworzyłam je i wpuściłam Jazmyn do środka.
-O mój boże, ale tu zajebiście-pisnęła, obracając się wokół własnej osi.
-Obleci. Chcesz się czegoś napić, albo coś do jedzenia.?
-Tak, jestem głodna- jęknęła. Uśmiechnęłam się blado i poszłam do kuchni. Z lodówki wyciągnęłam kawałek wczorajszej pizzy Justina i wsadziłam do mikrofali. Kiedy była wystarczająco ciepła wyciągnęłam ją i postawiłam przed dziewczyną.
-Smacznego.
-Dzięki-mruknęła i ugryzła spory kawałek pizzy. Usiadłam naprzeciw niej podparłam brodę ręką. Spuściłam wzrok i zaczęłam wpatrywać się w swoje palce.- Abi, co się dzieje?-spytała.
-Sama już nie wiem- westchnęłam- Wszystko w głowie mi się miesza. Jestem rozdarta.
-Myślę, że powinnaś gdzieś pojechać wszystko przemyśleć- to było to!
-Genialny pomysł. Takie wakacje- jednak nie chciałam jechać tam sama. – Mam pytanie
-Wal śmiało-uśmiechnęła się.
-Pojechałabyś ze mną?-nie wiedziałam, czy dobrze robię, ale potrzebowałam prawdziwe przyjaciółki, szczególnie teraz. Nie mogłam liczyć na Barbarę i Carę, bo one są zajęte swoim życiem, a dodatkowo teraz nie ma ich w Nowym Jorku.
-Naprawdę chcesz, bym z tobą pojechała?! To byłoby spełnienie moich marzeń. Nigdy nie byłam na prawdziwych wakacjach .
-Jeżeli twoi rodzice się zgodzą, to bardzo bym chciała-uśmiechnęłam się lekko. – Gdzie byś chciała pojechać?
-Zawsze chciałam polecieć na Malediwy-rozmarzyła się.
-Załatwione, jeżeli się zgodzą, to wybieramy się na Malediwy- popatrzyła na mnie jak na wariatkę.
-Boże, nie wiesz jak się cieszę.
*******************
Hej! Oto już 19. Jak się podoba? ;)

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział osiemnasty

Jak każdego dnia obudziłam się w ramionach Justina. Uśmiechnęłam się sama do siebie i przycisnęłam mocniej twarz do jego klatki piersiowej. Kochałam budzić się obok niego. Przez te prawie cztery miesiące sporo się w moim życiu zmieniło. Zyskałam przyjaciół, ojca i osobę, która sprawiała, że byłam szczęśliwa.
Podniosłam się z łóżka i poszłam do garderoby. Ubrałam na siebie białą bieliznę i zwykłą przewiewną sukienkę w kwiatowe motywy.  Na nogi wsunęłam beżowe baleriny i poszłam do łazienki, aby doprowadzić się do porządku. Na sam początek rozczesałam włosy, a potem pomalowałam rzęsy i usta. Gotowa opuściłam pomieszczenie i poszłam do kuchni na dół. Wyciągnęłam z lodówki mleko, a z szafek płatki i 2 miski. Napełniłam nimi naczynia i wsypałam miodowe płatki. Postawiłam to na stole i rozejrzałam się po kuchni. Z lodówki wyciągnęłam jeszcze sok pomarańczowy i wypełniłam nim dwie szklaki, które także postawiłam na stole. Otarłam niewidzialny pot z czoła i oparłam się o blat stołu wzdychając. Poczułam parę dłoni na swoich biodrach. Uśmiechnęłam się sama do siebie i odwróciłam do niego przodem. Jego usta odnalazły moje. Uśmiechnęłam się i odwzajemniłam pocałunek. Objął mnie ramionami w pasie i przyciągnął do swojego ciała. Uwielbiałam czuć jego ramiona wokół swojego ciała, jego oddech na twarzy, jego zapach, czuć całego jego. Moje ręce zawsze się pocą, a w żołądku czuję jakiś ucisk.
Odsunął się ode mnie, ale wciąż nasze twarze dzieliły centymetry. Oparł swoje czoło o moje, uśmiechając się.
-Co dzisiaj planujesz?-spytał po chwili.
-Umówiłam się z twoją siostrą na małe zakupy- zaśmiałam się, przypominając sobie jak podekscytowana była, gdy jej to zaproponowałam.
-Rozumiem. Wychodzę dzisiaj z chłopakami na piwo, nie masz nic przeciwko?-spytał. Dobrze znał moją odpowiedź. Nie chciałam odciągać go od przyjaciół, więc zawsze odpowiadałam przecząco.
-Mam pomysł. Zróbcie sobie z chłopami taką męską noc, czy tam wieczór, a ja zaproszę sobie też koleżanki. Co ty na to?
-Masz zawsze najlepsze pomysły- pocałował mnie w policzek i usiadł do stołu. Zaśmiałam się i także zajęłam miejsce, zajadając się swoim śniadaniem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Stanęłam przed blokiem, w którym mieszkała Jazmyn i opuściłam samochód. Zamknęłam go i weszłam do bloku. Odnalazłam drzwi ich mieszkania i zapukałam. Drzwi otworzyły się, ukazując Jamesa
-Cześć- przywitałam się.
-Hej, wejdź. Jazmyn zaraz do ciebie przyjdzie.- przytaknęłam i weszłam do środka. Pachniało w nim pięknie. Naleśniki-od razu pomyślałam. Weszłam do kuchni i zastałam mamę Justina, tak jak myślałam smażącą naleśniki.
-Dzień dobry- przywitałam się nieśmiało. Zdążyłam już ochłonąć po całej akcji i nie byłam już zła. Nawet wyszło mi to na dobre, nie czuję się już samotna.
-Witaj, słoneczko-przywitała się z uśmiechem- jak się czujesz?-spytała, wycierając ręce do ścierki.
-Dobrze- przyznałam.-A pani?-nie chciałam być nieuprzejma, więc też zapytałam.
-Jestem podekscytowana- pisnęła. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na nią pytająco.
-Nasz ojciec przyjeżdża- wyjaśniał James, który znalazł się w pomieszczeniu. – Przyjeżdża dzisiaj wieczorem –dopowiedział.
-Justin nic mi nie mówił- zmieszałam się.
-On nie ma dobrego kontaktu z nim. Właściwie nigdy nie miał. – pokiwałam głową na znak, że słucham Pattie- wpadniecie wieczorem?-spytała.
-Obawiam się, że niestety nie. Justin wychodzi gdzieś ze znajomymi.- wyjaśniłam jej.
-Może ty wpadniesz?
-Szczerze? Nie wiem czy to dobry pomysł. Na pewno nie wiedzieliście się jakiś czas i chcecie spędzić ten czas w gronie rodzinnym.
-Ty jesteś członkiem rodziny, zapomniałaś?
-W takim razie będę-uśmiechnęłam się- Ale nich pani nie mówi, że prawnie jesteśmy małżeństwem.
-Jak sobie życzysz, skarbie-uśmiechnęła się.
-Jestem gotowa- pisnęłam Jazmyn, gdy weszła do kuchni Miała na sobie krótką spódniczkę i bluzkę na ramiączkach, a na nogach sandałki.
-Dziecko, co ty ubrałaś- jęknęła Pattie. Zaśmiałam się.
-Ładnie wygląda- skomentowałam- Idziemy?- przytaknęła i wyszłyśmy z  mieszkania.
-Nie masz pojęcia jak się cieszę. Moje koleżanki nie uwierzą, że byłam z tobą na zakupach. Wszystkie cię uwielbiają i mają ściany poobklejane twoimi zdjęciami- zaśmiałam się.
-Możesz powiedzieć, że jestem twoją przyjaciółką.- wzruszyłam ramionami.
-Patrz, tam stoją- wskazał na drugi koniec ulicy.
-Idziemy do nich?- jej oczy się rozszerzyły
-Tak- pisnęła. Wolnym krokiem udałyśmy do miejsca, gdzie stały cztery dziewczyny. Moim zdaniem Jazzy do nich nie pasowała. Ona ubierała się normalnie, a one? Wyglądały jak dziwki. – Hej dziewczyny. Mówiłam wam, że znam Abi- wskazała na mnie
-Cześć- przywitałam się.
-Niemożliwe. Myślałyśmy, że ściemniasz.- powiedziała długowłosa blondynka.
-jak tam Justin?-spytała czarnowłosa z boku. Zmierzyłam ją morderczym wzrokiem. Wara od niego, jest mój-warknęłam na nią w myślach.
-Chyba dobrze- wzruszyła ramionami.
-Myślisz, że tym razem się ze mną umówi?-jej oczy zaświeciły. Spierdalaj.
-Nie wydaje mi się Ali-westchnęła Jazmyn- Sorka, ale wybieramy się na zakupy i musimy iść- pociągnęła mnie za rękę w stronę samochodu. Zmieszała otworzyłam go i wsiadłyśmy do środka. Odpaliłam go i pojechałam w stronę centrum.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Usiadłyśmy w kawiarni, obładowane torbami. To znaczy dużo rzeczy było Jazzy. Ja kupiłam tylko sukienkę i parę szpilek.
-Opowiadaj- pisnęła ciekawa.
-Co?-spytałam.
-No co jest między tobą, a moim bratem- odparła jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Spuściłam wzrok na swoje dłonie.
-Nie mam pojęcia. Niby on traktuje mnie jak swoją dziewczynę, ale nie jesteśmy razem.-westchnęłam.- Przykro mi to mówić, ale łączy nas jedynie seks- wyznałam jej- Ale nikomu tego nie powtarzaj. Powiedziałam ci o tym, bo ci ufam.- pokiwała głową na tak. – Ale czuję, że coś się zmieniło. Zawsze, gdy mnie dotknie, albo pocałuje, czuję się jak dziecko przed ważnym egzaminem. Moje ręce zaczynają się pocić, w żołądku czuję ucisk, a  w głowie mam totalny nieład. Nie wiem co o tym myśleć-wyznałam. Poczułam jakby ulgę, gdy jej to powiedziałam. Miałam dość trzymania tego w sobie.- A najgorsze jest to, że nigdy nie nudzi mi się to Wręcz przeciwnie, chcę jeszcze więcej.- czułam jak moje policzki przybierają różowy kolor.
-Wiedziałam- pisnęła podekscytowana. Spojrzałam na nią zdziwiona. – Kochasz go- klasnęła w dłonie. Że co kurwa?
-Ja? Nie, to nie możliwe.- pokręciłam głową.
-Mów co chcesz, ale sama wiesz jak się czujesz, kiedy jest obok.- spuściłam ponownie głowę .- Nie masz pojęcia jak się z tego cieszę. Wreszcie pokochał go ktoś inny, niż my.- dzieję się to naprawdę? Kocham go? A może to jedynie przejściowe zauroczenie? – O czym myślisz?-spytała mnie
-O tym wszystkim. Nie mam pojęcia co myśleć o tym. Boję się, że jeżeli się do tego przyznam przed samą sobą, to będzie koniec. Przez on nie odwzajemni tego.
-A czemu miałby tego nie odwzajemnić?
-Bo wydaje mi się, że on wciąż tęskni za Jasmine.- przełknęłam ślinę-Zapomnij o tym co ci powiedziałam. To nie ma sensu.
-Niby dlaczego? Proszę cię, nie rób tego- na jej twarzy pojawił się smutek.
-Muszę uciszyć te uczucia- jęknęłam zrezygnowana- Nie chcę potem cierpieć, albo żeby wyobrażał ją sobie gdy jest ze mną.
-Ale…
-Nie ma ale-pokiwała głową że rozumie.
*******************************************
Hej ;). Rozdział miał być dopiero w sobotę, albo niedzielę, ale zebrałam się wczoraj i napisałam go, a dzisiaj skończyłam. nie wiem co o nim myśleć, taki nijaki chyba. Dziękuję, że ze mną jesteście i mnie wspieracie ♥